Bramki:
0:1 Piotr Samiec-Talar 7 min.
1:1 Wojciech Hajda 68 min.
Puszcza: Michał Perchel – Norbert Barczak, Konrad Stępień (32, Michał Walski), Konrad Kasolik, Kacper Przybyłko – Adrian Piekarski, Filipe Nascimento, Wojciech Hajda – Kōsei Iwao (46, Christopher Simon), Olaf Korczakowski (46, Kacper Śmiglewski) – Amarildo Gjoni.
Śląsk: Michał Szromnik – Jehor Macenko, Lamine Ba, Mariusz Malec – Krzysztof Kurowski, Patryk Sokołowski (80, Luka Marjanac), Michał Mokrzycki, Marc Llinares – Piotr Samiec-Talar, Timotej Jambor (63, Jorge Yriarte) – Przemysław Banaszak.
żółte kartki: Iwao, Śmiglewski, Filipe Nascimento – Ba, Jambor, Kurowski.
sędziował: Dominik Sulikowski (Gdańsk).’

Rozegrany w pierwszy dzień kalendarzowej wiosny pojedynek dwóch spadkowiczów z ekstraklasy, ale zarazem też najlepszych zespołów w lidze w 2026 r. zakończył się sprawiedliwym podziałem punktów. Czasami zdarzają się takie mecze, po których śmiało można powiedzieć, że lepiej, gdy po zaciętym boju zostaje dwóch rannych niż jeden zabity. Tak na dobrą sprawę trudno jednoznacznie wskazać, kto bardziej zasługiwał na wygraną, bowiem w pierwszej części lepiej wyglądał Śląsk a po przerwie przeważała Puszcza.
Wyjściowe składy nie przyniosły nam większych zaskoczeń. Tomasz Tułacz desygnował do gry identyczną jedenastkę jak przed tygodniem w Głogowie. Z kolei w zespole z Wrocławia od początku wyszedł Banaszak kosztem Marjanaca.
Sobotnia rywalizacja zaczęła się dla gości w najlepszy możliwy sposób. Już w 7 min wykorzystali oni nieporadność w szeregach obronnych ,,Żubrów’’ i objęli prowadzenie. Piotr Samiec-Taler otrzymał dobre dogranie z lewej strony od Llinaresa, i pewnym strzałem prawą nogą z ok. 7 metra pokonał bezradnego Perchela. Ten sam zawodnik był bliski podwyższenia rezultatu pięć minut później, kiedy próbował zaskoczyć bramkarza gospodarzy z bardzo ostrego kąta, ale ostatecznie piłka trafiła w słupek. W 17 min z większej odległości celnie strzelał Korczakowski, ale zbyt słabo, żeby zaskoczyć doświadczonego Szromnika. Minutę później bohaterem okazał się Perchel, który świetnie interweniował przy strzale Banaszaka w sytuacji sam na sam. W tej akcji napastnik Śląska z łatwością wymanewrował K.Stępnia. W 37 min po kolejnej dobrej szarży Samca-Talara z niezłej pozycji uderzał Mokrzycki, ale przeniósł piłkę nad bramką. Jeszcze w pierwszej części trener Tułacz dokonał pierwszej zmiany (Walski za K.Stępnia) a w przerwie dwóch kolejnych. Wprowadzony na boisko Simon już w 53 min stworzył pierwsze zagrożenie. Podawał z prawej strony do Gjoniego, ale tym razem Albańczyk strzelił nad poprzeczką. W 67 min doczekaliśmy się wyrównania. Zaczęło się od dośrodkowania z wolnego Barczaka, do którego piłka szybka wróciła. Następnie prawy obrońca ,,Żubrów’’ świetnym podaniem wypatrzył Hajdę, który z kolei popisał się kapitalnym uderzeniem z okolicy linii pola karnego, po czym futbolówka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do sieci. Po tym trafieniu do końca meczu obydwa zespoły skupiły się raczej na defensywie stąd sytuacji bramkowych nie było zbyt wiele. W 77 min zza ,,szesnastki’’ z powietrza próbował Gjoni ale wprost w Szromnika. Gościez kolei odpowiedzieli niecelnym strzałem z woleja Samca-Talara w doliczonym czasie gry.
Remisowy rezultat oznacza, że jedni i drudzy zwiększą do pięciu serie kolejnych meczów bez porażki. W tabeli zachowany zostanie status quo. Śląsk nadal pozostaje wiceliderem a Puszcza na 12.pozycji ze stratą punktu do znajdującej się oczko wyżej Polonii Bytom i trzech do 10-go ŁKS-u. Sobotni występ nie dał nam jednoznacznej odpowiedzi na pytanie czego możemy się spodziewać po ,,Żubrach’’ do końca rozgrywek. Bez wątpienia cieszy fakt, że drużyna dobrze postawiła się rozpędzonemu wiceliderowi, który obok Wisły jest na ten moment głównym kandydatem do bezpośredniego awansu. Po ostatnich czterech zwycięstwach zaczęły się pojawiać również głosy o szansach Puszczy na włączenie się do walki o baraże. Na ten moment strata wynosi 6 punktów i raczej taki wynik należy upatrywać w kategorii piłkarskiego cudu. Niestety strata punktowa z rundy jesiennej była zbyt duża. Najważniejsze na ten moment, że drużyna po przerwie zimowej wygląda naprawdę dobrze. Trener Tułacz w odpowiedni sposób poukładał i przygotował do gry zespół, który co raz bardziej cieszy oko kibiców i zapewne do końca rozgrywek dostarczy nam jeszcze sporo radości. Patrząc na to w jak trudnej sytuacji byliśmy na początku sezonu, gdzie po spadku z ekstraklasy trzeba było zmierzyć się choćby z gruntowną przebudową składu i w efekcie na pierwsze zwycięstwo czekaliśmy aż do 10.kolejki, to aktualny wynik i bezpieczną pozycję w tabeli należy potraktować w kategorii sporego osiągnięcia. Gdyby wziąć pod uwagę tabelę liczoną od wspomnianej10 kolejki, kiedy tak na dobrą sprawę podopieczni Tomasza Tułacza zaczęli wchodzić na właściwe tory, to Puszcza jest czwartą ekipą w lidze i zdobyła w tym czasie tylko 4 punkty mniej od liderującej Wisły Kraków.
Spotkanie Puszczy ze Śląskiem zapowiadało się jako szlagier 26 kolejki, stąd też cieszyło się sporym zainteresowaniem kibiców, którzy tłumnie zgromadzili się na stadionie przy ul. Kusocińskiego. Fani ,,Żubrów’’ przez całe 90 minut prowadzili bardzo głośny i żywiołowy doping, angażując również osoby z sektora A. Nie było to łatwe wyzwanie, bowiem przyjezdni z Wrocławia szczelnie wypełnili sektor gości i również wielokrotnie dali znać o swojej obecności.
PLUSY I MINUSY MECZU
+ efektowna bramka W.Hajdy, która była ozdobą całego spotkania,
+ dobra frekwencja na trybunach oraz doping dla obydwu zespołów, czuć było atmosferę piłkarskiego wydarzenia,
+ bardzo dobry występ Laminy Ba, który trzymał w ryzach defensywę Śląska, udowadniając, że jego pozyskanie zimą było świetnym ruchem transferowym,
+ najgroźniejszym zawodnikiem Wrocławian był Samiec-Talar, który oprócz zdobytej bramki najczęściej zagrażał bramce strzałami bądź dobrymi dograniami,
+ w zespole gospodarzy nieźle zaprezentowali się boczni obrońcy Barczak (asysta przy golu Hajdy) i Przybyłko, którzy oprócz zadań defensywnych często włączali się do ataku,
-słabszy występ skrzydłowych Korczakowskiego oraz Iwao, którzy już w przerwie zostali zmienieni. Dodatkowo Japończyk złapał czwartą kartkę w sezonie co oznacza jego absencję w kolejnym meczu z Polonią,
-również nie najlepiej sobotni mecz będzie wspominał K.Stępień, który od początku grał zaskakująco niepewnie i został zmieniony już w 32 min,
– w zespole Śląska mocno rozczarował Jambor, który tym razem dostał szansę gry od początku obok Banaszaka i Samca-Talara, ale tym występem raczej nie wywalczył na stałe miejsca w składzie.










