
Bramki:
0:1 Maksym Diaczuk 64 min.
1:1 Christopher Simon 74 min.
1:2 Tomas Bobcek 115 min. (karny)
1:3 Aleksandar Cirković 120 min.
Puszcza: Michał Perchel – Piotr Mroziński, Łukasz Sołowiej (61, Norbert Barczak), Adrian Piekarski, Kacper Przybyłko (74, Konrad Stępień) – Mateusz Stępień, Michał Walski, Radosław Kanach, Olaf Korczakowski (61, Christopher Simon), Emmanuel François (61, Filipe Nascimento) – Adam Basse (66, Kōsei Iwao).
Lechia: Alex Paulsen – Tomasz Wójtowicz, Maksym Diaczuk, Elias Olsson, Miłosz Kałahur – Kacper Sezonienko (62, Camilo Mena), Iwan Żelizko, Tomasz Neugebauer (110, Rifet Kapić), Mohamed Awadalla (99, Michał Głogowski), Bohdan Wjunnyk (62, Aleksandar Ćirković) – Dawid Kurminowski (62, Tomáš Bobček).
żółte kartki: Sołowiej, Kanach, Walski.
sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
widzów: 1053.
Nie uda się zawodnikom Puszczy w bieżącej edycji Pucharu Polski powtórzyć znakomitego rezultatu z poprzedniego sezonu. Tym razem przygoda zakończyła się na etapie 1/16. Mimo dzielnej postawy, lepsza po dogrywce okazała się ekstraklasowa Lechia Gdańsk.
Relacja z boiska:
Trener Tomasz Tułacz zdecydował się dokonać kilku zmian w składzie w porównaniu do ostatniego bardzo udanego meczu ze Zniczem. Na ławce rozpoczęli m.in. zawodnicy wyróżniający się w ostatnim czasie jak Nascimento, Simon, Barczak czy Kasolik. Szansę gry otrzymali grający ostatnio mniej Sołowiej, M.Stępień, Francois czy Basse. W ten sposób szkoleniowiec ,,Żubrów’’ zasygnalizował, że na chwilę obecną priorytetem są rozgrywki ligowe, tym bardziej, że już za kilka dni kolejny niezwykle istotny mecz w kontekście walki o utrzymanie przeciwko Stali Mielec. Również trener Carver dał odpocząć wielu podstawowym graczom swojej drużyny.
Pierwsza połowa zakończona bezbramkowym remisem przyniosła trochę emocji na samym jej początku. Już w pierwszych minutach meczu fatalny błąd przy wyprowadzaniu piłki popełnił Perchel, ale napastnik gości Kurminowski nie zdołał skorzystać z takiego prezentu. W 13 min. gospodarze stworzyli swoją najlepszą okazję do otwarcia wyniku. Prawą stroną urwał się M.Stępień, dograł w pole karne do Korczakowskiego, który dwukrotnie bezskutecznie próbował pokonać dobrze interweniującego Paulsena. Dwie minuty później ten sam zawodnik wyszedł sam na sam z bramkarzem. Tym razem próbował pokonać go lobem, ale reprezentujący Nową Zelandie goalkeeper ponownie świetnie interweniował. W 24 minucie Lechia stworzyła dogodną okazję po rzucie różnym, kiedy to z bliską spudłował Sezonienko.
Po zmianie stron do ostrych ataków przystąpili goście z Trójmiasta. Kilka razy dobrze lewą stroną szarżował Wjunnyk. Raz po jego strzale piłki zmierzającą do siatki z linii bramkowej wybił Walski. W 64 min doczekaliśmy się pierwszego trafienia. Z rożnego zacentrował Żelizko wprost na głowę swojego rodaka Diaczuka, który mocnym strzałem nie dał szans Perchelowi. Na odpowiedź Puszczy musieliśmy czekać ledwie 10 minut. Wyrównanie nastąpiło za sprawą akcji dwóch rezerwowych. Najpierw z lewej strony w pole karne dośrodkował Mroziński. Następnie świetnie zachował się Iwao, który głową przedłużył piłkę do nabiegającego Simona a ten niemalże na wślizgu trafił do siatki. W końcówce Lechia miała jeszcze dwie okazję do zdobycia gola. Najpierw głową z paru metrów pomylił się strzelec pierwszej bramki Diaczuk a uderzenie Bobcka z bliska świetnie wybronił Perchel.
W dogrywce zgodnie z przewidywaniami nie było wielu emocji. Obydwie drużyny grały zachowawczo i wszystko wskazywało na to, że do rozstrzygnięcia meczu konieczne będzie przeprowadzenie konkursu rzutów karnych. Niestety w 111 min. sędzia Paweł Raczkowski po analizie VAR podjął kontrowersyjną decyzję o podyktowaniu rzutu karnego po rzekomym zagraniu ręką Kanacha, który blokował strzał Głogowskiego. Pewnym wykonawcą jedenastki okazał się najlepszy strzelec Gdańszczan Bobcek. W doliczonym czasie gry Lechia jeszcze podwyższyła prowadzenie za sprawą rezerwowego Cirkovicia.
Cieszy fakt kolejnego dobrego meczu w wykonaniu podopiecznych trenera Tułacza. Mimo wystawienia kilku rezerwowych zawodników w ostatnim czasie udało się dzielnie przeciwstawić faworyzowanej Lechii. Niewiele zabrakło a o losach awansu zadecydowałyby rzuty karne, w których każde rozstrzygnięcie byłoby możliwe. Tym razem na przeszkodzie stanęła bardzo kontrowersyjna decyzją arbitra o przyznaniu rzutu karnego dla rywala z Trójmiasta. Pocieszeniem po odpadnięciu z pucharu na tym etapie będzie zapewne możliwość skoncentrowania się wyłącznie na rozgrywkach ligowych i skupienie wszystkich sił na walce o kolejne punkty i oddalenie od strefy spadkowej.









